Wileńskie Kaziuki

Kaziuk to największe i najbarwniejsze święto Wilna. Odbywa się co roku w weekend na początku marca. Jeszcze w nieco zimowej atmosferze miasto zamienia się w kolorowe, wesołe, pełne rozrywek, muzyki i straganów miejsce. Królują oczywiście słynne, kaziukowe palmy wielkanocne; od malutkich, po wielkie, kilkumetrowe. Na tegorocznym jarmarku pobity został rekord. Jedna z pań wykonała dwie palmy sześciometrowej wysokości! (Zobacz program naszej wycieczki do Wilna na Kaziuki).

Rozstawianych było około 1000 stoisk handlowych! Przyjechali rzemieślnicy z wielu krajów, m. in. z Polski, Finlandii, Ukrainy i Węgier. Jak widać sława wileńskiego jarmarku jest ogromna. Przyciąga licznych wystawców z dalekich stron. Najwięcej było tradycyjnych wyrobów rękodzieła ludowego. Cudeńka z drewna, skóry, gliny, wikliny i oczywiście bursztynu. Ponadto len, tkaniny, złoto, srebro...

 

Mówią, że Kaziuk to nie tylko jarmark. I mają rację! To miejsce żyje. W tradycyjnych kotłach na paleniskach grzane jest wino. Posmakować warto też naturalnego piwa i miejscowych miodów pitnych. Mnóstwo tradycyjnego jadła. Towarzyszy temu muzyka. Ludowe kapele, chóry. W ostatnich latach wrócono też do kilkusetletniej tradycji pochodów rzemieślników, mieszkańców miasta, młodzieży. Cała impreza to wielki festyn, kilka dni wesołego życia. Wszystko w oparciu o piękną tradycję. Pewnie dlatego kilkudniowy jarmark odwiedza aż pół miliona osób!

Kaziukowe pochody i jarmarki urządzano w Wilnie od 1636 roku. Święto powstało dla uczczenia królewicza Kazimierza, patrona Polski i Litwy. Wnuk Władysława Jagiełły i syn Kazimierza Jagiellończyka przygotowywany był przez ojca do objęcia tronu. Zmarł jednak przedwcześnie w Grodnie. Pochowany został w Katedrze Wileńskiej. Kanonizowany w 1604 roku. Najprawdopodobniej uroczystości kanonizacyjne stały się pierwowzorem późniejszych pochodów, które z czasem przerodziły się w barwne święto wzbogacone o jarmark.

Dawniej, idea jarmarku była prosta. Można tu było kupić wszystko to, co w czasie długich zimowych tygodni wytworzyli okoliczni mieszkańcy, rzemieślnicy, ale też próbujący nieco dorobić, chłopi. Od niezbędnych najprostszych narzędzi rolniczych, poprzez meble, odzież; po przedmioty zbytku czyli zabawki i ozdoby. Zjeżdżały furmanki po brzegi załadowane obwarzankami.

 

Na przestrzeni, prawie 400 już lat historii kaziukowych jarmarków, różnie wyglądały ich losy. Historia Kaziuka jest taka jak historia Polski i Wilna. Huczne, wesołe, ale przecież też religijne święto raziło kolejne władze okupacyjne. Podupadłe nieco w okresie zaborów, podźwignięte zostało po odzyskaniu niepodległości. Promotorem święta był m.in. wojewoda wileński Władysław Raczkiewicz (późniejszy prezydent Polski na emigracji). Najgorszy okres to lata II wojny światowej i włączenie Wilna do ZSRR. Po powstaniu niepodległej Litwy dla Kaziuka przyszły lepsze czasy. W ciągu ostatnich kilkunastu lat święto nie tylko odzyskało swój dawny blask, ale też rozwinęło się w dużo większe, wspaniałe wydarzenie. Czego światkami byliśmy w ostatnie weekend. Było wspaniale! Zatem za rok, koniecznie do Wilna!


Krzysztof Matys

Wycieczka: Wilno, Troki, Kowno.
 

Zapisz